"Wciąż
kocham Cię jak Irlandię. A Ty się temu nie dziwisz, Wiesz dobrze,
co byłoby dalej,
Jak byśmy byli szczęśliwi, Gdybym nie kochał Cię wcale. "
Jak byśmy byli szczęśliwi, Gdybym nie kochał Cię wcale. "
- Kobranocka, "Kocham Cię Jak Irlandię"
Cztery
miesiące później....
Drogi
pamiętniczku,
Dzisiejszy
dzień będzie inny. Musi być. Będę się uśmiechać i będzie to
wyglądać wiarygodnie. Uśmiechając się, odpowiem: 'Dziękuję,
czuję się znacznie lepiej.' Już nie będę tą samą dziewczyną,
która właśnie straciła swoich rodziców. Zacznę od początku.
Będę kimś nowym. To jest jedyne wyjście, abym przeszła przez to
wszystko.
Długopis zawisł nad notatnikiem
jakby zastanawiając się co dalej napisać. W końcu został
odłożony na bok, a pamiętnik zamknięty na kluczyk. Brunetka
odłożyła go pod materac, gdzie od zawsze spoczywał. Przeczesała
palcami swoje długie, proste, ciemnobrązowe włosy i rozejrzała
się po swoim pokoju. Nic tu się nie zmieniło. Może zdjęcia
rodziców zniknęły z szafki nocnej oraz z komody. To na razie był
zbyt drażliwy i bolesny temat dla Eleny. Pozostałe rzeczy leżały
na swoim miejscu. Zdjęcia przyjaciół powtykane w ramy lustra
wiszącego nad komodą i odbijającego jej wizerunek. Wystające
ramiączka staników i gumek majtek z górnej szuflady szafki.
Uchylone drzwi szafy ukazujące co jest we wnętrzu. Idealnie
pościelone łóżko. Równo ułożone książki na półce. Leżący
miś na łóżku. Dziewczyna podparła się pod boki i zamyśliła
się. Czuła, że czegoś w jej życiu brakuje. Odkąd jej rodzice
nie żyli, jej codzienne życie przypominało jednolitą, szarą
plamę bez barw, codziennie zadręczała się tym 'co by było,
gdyby'. Czasu jednak nie mogła cofnąć. Stało się. Do tej pory
żyła z przekonaniem, że każdy dzień od czasu wypadku na moście
Wickery jest próbą przetrwania. Może rzeczywiście tak było?
Podeszła do lustra i spojrzała w nie. Zobaczyła dość ładną
dziewczynę z długimi, brązowymi włosami, czekoladowymi oczami,
które stały się matowe, nie miały tego blasku co kiedyś, z bladą
cerą i cieniami pod oczami. Zdecydowanie wychudła.
-"Boże, dziewczyno, co ze sobą
zrobiłaś?" - ta myślą nią wstrząsnęła. Pokręciła głową
zrezygnowana i wzięła torbę do ręki. Czas do szkoły. Zeszła po
schodach i zobaczyła, że jej ciotka, Jenna już się krząta po
kuchni. Jeremy się jeszcze nie pojawił.
-Gdzie Jer? - spytała, siadając na
jednym z krzeseł dookoła drewnianego stołu. Kobieta położyła
talerz przed nią.
-Pewnie jeszcze śpi. Pójdę go
obudzić. - po tych słowach zniknęła na schodach. Nastolatka
wzięła tosta do ręki i uważnie się mu przyjrzała. Niby
zwyczajny, z dżemem truskawkowym, takim jaki lubiła. Miała
nadzieję, że znów nie będzie smakował jak ziemia. Ugryzła go.
Mmm, dobry. Odzyskała zmysł smakowania, dobry znak. Spałaszowała
całego tosta i popiła go pomarańczowym sokiem. Już wstawała, gdy
do kuchni weszła Jenna i zaspany Jeremy. Jego długie, brązowe
włosy wpadały mu do oczy, przez co wyglądał zawadiacko, ale to
tylko pozory. Jej przyszywany brat był po prostu zagubionym
nastolatkiem w tym okrutnym świecie. Z ponurą miną przyczłapał
do stołu i usiadł, po czym zaczął leniwie przeżuwać pokarm.
-Jeremy, pospiesz się! Nie możesz
się spóźnić do szkoły! - zawołała Jenna, która w pośpiechu
szykowała się do wyjścia. Elena zerknęła na nią ukradkiem.
Jenna Sommers była jedyną rodziną dla niej i Jeremiego. Jako
najbliższa im osoba, zrezygnowała z pisania dla największych gazet
w Nowym Jorku i przeniosła się do Mystic Falls. Dziewczyna czasami
myślała, czy aby na pewno nie żałowała swojej decyzji, ale ciotka
przekonywała ją, że tak nie jest. Przygryzła wargę. Nie musiała
przecież tego robić.
-Coś się stało, Eleno? Mam coś na
twarzy? - Jenna zauważyła smutne spojrzenie siostrzenicy i podeszła
do niej. Brunetka pokręciła głową przecząco. Uśmiechnęła się,
lecz uśmiech nie objął jej oczu.
-Nic, nic. Poprostu cieszę się, że
jesteś. - odpowiedziała szczerze i przytuliła się do ciotki. Ta,
z zaskoczenia początkowo nie zareagowała, lecz chwilę później
odwzajemniła gest dziewczyny. Ten miły gest zaskoczył ją. Od
kiedy się pojawiła w tym domu, Elena była niczym cień. Nic ją
nie cieszyło, wracała ze szkoły i zamykała się w swoim pokoju,
nie chcąc nigdzie wyjść ze swoimi przyjaciółmi. Gorzej było z
Jeremym, który przeżył to wyjątkowo ciężko. Kobieta martwiła
się o niego, bo coraz częściej wracał nad ranem i to nie w stanie
ogólnie pojętej trzeźwości. Również się zamykał w pokoju i
nie wiadomo co tam robił, bo nikogo tam nie wpuszczał. Nawet Eleny,
z którą był w bliskich stosunkach. Odsunęły się od siebie.
-Eleno, idź do samochodu, ja zaraz
przyjdę. - zwróciła się do siostrzenicy, nie zauważając jak
dziewczyna blednieje. Od wypadku panicznie unikała przemieszczania
się samochodem. Na samą myśl, że miała zaraz wsiąść do tego
mechanicznego pojazdu, nogi jej drżały, a zimny pot spływał
wzdłuż jej pleców. Zacisnęła dłonie na ramieniu torby i wyszła
pospiesznie z domu.
-"Co ma być to będzie."-
pomyślała i wsiadła do samochodu Jenny. Zapięła pas i w napięciu
czekała, aż jej ciotka wraz z Jeremym się pojawią. Siedziała
napięta jak struna, a paznokcie jej dłoni wbijały się w miękkie
siedzenie. Przypomniała sobie ten feralny wieczór, gdy przyjechali
po nią rodzice. Pokłócili się o to, że bez ich zgody udała się
na imprezę do Tylera i upiła do nieprzytomności.
-To wszystko moja wina...-wyszeptała
do siebie i ukryła twarz w dłoniach. Wszystko do niej wróciło z
całą mocą.
-Elena? - dziewczyna drgnęła
wystraszona i spojrzała w bok. To była tylko jej ciotka.
-Nie usłyszałam jak wsiadłaś. -
mruknęła do siebie. Nerwowym ruchem poprawiła torbę na swoich
kolanach. Musiała jakoś odciągnąć myśli od tego koszmaru, co
prześladował ją od prawie miesiąca.
-Nic dziwnego. Jak wsiadłam to
zastałam Cię skuloną z twarzą ukrytą w dłoniach. Elena, wiem,
że podróż samochodem to dla Ciebie udręka, ale to tylko 200
metrów. Nic nam się nie stanie. - zapewniła ją ciepło ciotka,
klepiąc ją delikatnie po ramieniu. Ta jedynie kiwnęła głową i
wyjrzała przez okno. -Jer, trzymasz się? - Jenna zwróciła się
tym razem do młodego Gilberta, który jak to on był w złym
humorze. Nie miał ochoty na pójście do szkoły.
-Yhym. - burknął i wbił się w kąt
siedzenia, zamykając oczy. Sommersówna uruchomiła silnik i
wyjechała z podjazdu. Dziewczyna czując, że się przemieszcza,
zamknęła oczy i jeszcze bardziej wbiła paznokcie w siedzenie.
Jechali wolno, chociaż ulica była pusta. Słońce miło
przygrzewało, a lekki wiaterek smagał gałęzie drzew. Minęli dom
przyjaciółki Eleny, Caroline i szeryf Forbes.
-Elena, nie denerwuj się tak,
jesteśmy już prawie na miejscu. - kobieta poklepała ją po dłoni
i zerknęła na nią. Nastolatka siedziała jak struna i miała
zaciśnięte powieki. Młoda kobieta doskonale ją rozumiała. Była
przecież nawet z nią u psychologa, który stwierdził, że Elena
cierpi na traumę pourazową i musi minąć trochę czasu, aż wróci
wszystko do normy. No prawie wszystko. Po kilku minutach jazdy w
ciszy, dotarli przed szkołę. Jeremy natychmiast wysiadł, jakby
chciał powiedzieć, że nie lubi z nimi przebywać. Trzasnął
drzwiczkami i szybkim krokiem wszedł do szkoły. Jenna tego nie
skomentowała.
-Eleno, zaczekaj. - chwyciła
dziewczynę za nadgarstek i spojrzała jej w oczy. -To co się stało
to nie Twoja wina. Nie zadręczaj się tym. Twoi rodzice tego by nie
chcieli. - po tych słowach ucałowały się i nastolatka wysiadła z
samochodu. Wzięła głęboki wdech i wypuściła powietrze z płuc.
To miał być pierwszy dzień jej przemiany. Wewnętrznej,
oczywiście. Z daleka zauważyła, że jej przyjaciółki stoją przy
murku prowadzącym do szkoły i o czymś gorąco dyskutują. A
właściwie to Caroline była czymś podekscytowana. Machała rękoma
na wszystkie strony, a Bonnie jej słuchała, co jakiś czas kiwając
głową, że się zgadza. Dzisiaj blondynka miała na sobie różową
bluzeczkę i białą spódniczkę, do tego białe koturny. Mulatka,
jak to ona, założyła sukienkę w odcieniu morskiej zieleni i
brązowe sandały podkreślające jej czekoladową skórę. Włosy
pozostawiła pofalowane i rozpuszczone. Elena poczuła ciepło w
okolicach serca. Jak dobrze widzieć swoje przyjaciółki. Pewnym
krokiem ruszyła przez parking kierując się w stronę dziewczyn. Co
jakiś czas słyszała rzucane w jej stronę zwykłe 'Cześć' lub
'Dobrze Cię widzieć, Elena.' Brunetka kiwała głową w stronę
pozdrawiających ją ludzi. Dobrze było mieć wysoką pozycję w
szkole.
-Elena! - dziewczyna nawet nie zdążyła
zareagować, a już znalazła się w ramionach Caroline. Ta mocno ją
wyściskała, po czym odchyliła się i spojrzała uważnie na
brunetkę. -Wszystko okej? -
-Jak najbardziej. Zamierzam przestać
się nad sobą użalać. Ładny dzień. - Elena podniosła głowę i
zmrużyła oczy. Słońce przyjemnie grzało. Aż chciało się iść
poopalać. Caroline klasnęła w dłonie.
-Elena, nie uwierzysz co się stało!
Do naszej szkoły będzie chodził nowy chłopak! - na te słowa,
blondynka zaczęła piszczeć jak opętana. Brunetka spojrzała
pytająco na stojącą obok Bonnie. Ta wywróciła oczami do góry i
pokręciła głową zrezygnowana.
-A skąd wiesz? - spytała się jej
Elena, gdy już wchodziły do szkoły, aby zdążyć odebrać ich
plany lekcji i pójść na pierwszą lekcję.
-Moja mama dowiedziała się tego od
mamy Tylera, która jest przyjaciółką dyrektorki naszej szkoły. -
wyjaśniła Caroline i popchnęła drzwi. Po wejściu natychmiast
skierowały się w stronę sekretariatu po plany. Caroline, która
szła jako pierwsza otworzyła drzwi i stanęła dęba.
-Caroline...nie wygłupiaj się i
wchodź. Zaraz będzie dzwonek. - Gilbertówna wpadła na
przyjaciółkę i nieco poddenerwowana uszczypła ją w bok. Ta nawet
nie zareagowała.
-Zaraz, kto to? - odezwała się
Bonnie i wyszła przed Elenę, aby zobaczyć, jako, że z tego
towarzystwa była najmniejsza.
-Wszystko co widzę, to czyjś tył. -
brunetka zmarszczyła brwi i wpatrzyła się w stojącego przy
kontuarze chłopaka, a raczej w jego plecy. Miał ciemnoblond włosy,
dżinsową kurtkę i obcisłe dżinsy, które podkreślały jego
nogi. Po chwili zaobserwowały coś dziwnego: chłopak zdjął
okulary, a sekretarka natychmiast zaczęła się z nim zgadzać.
-Pani Collins dziwnie się zachowuje.
- skomentowała Bonnie, marszcząc brwi. Coś jej podpowiadało, że
ten chłopak sprowadzi same nieszczęścia na Mystic Falls. W tym
samym momencie chłopak się obrócił. Niestety, znowu włożył
okulary. Caroline cicho westchnęła, czym zwróciła uwagę
nieznajomego. Ten stanął w miejscu i spojrzał na nie. Przynajmniej
tak się blondynce zdawało. Jednak chłopak utkwił spojrzenie w
stojącej za nią Elenie. Trwało to dosłownie sekudnę, po czym
minął je i zniknął na korytarzu pełnym uczniów. Przyjaciółki
popatrzyły po sobie i jednocześnie wzruszyły ramionami. Podeszły
do kontuaru i przywitały się z sekretarką.
Stefan zatrzymał się dopiero przy
klasie numer 115, w której miał mieć biologię. Ściągnął
okulary i oparł się o ścianę. Sprawiał wrażenie znudzonego
światem nastolatka, lecz to były tylko pozory. Przeczesał palcami
swoje krótkie włosy i rozejrzał się po korytarzu. Było głośno
i gwarnie. Dziewczyny wymieniały się najnowszymi plotkami, chłopacy
śmiali się i przepychali. Normalność. To coś, o czym marzył od
dłuższego czasu. Bycie wampirem niosło za sobą wiele
nieprzyjemności. A teraz mógł wtopić się w uczniowską
społeczność i po raz kolejny poczuć tą szkolną atmosferę,
która pozwalała mu na chwilowe zapomnienie o tym kim był, czym się
stał. Włożył dłonie w kieszenie i czekał na rozpoczęcie
pierwszej lekcji. I ponownie ją zobaczył. Momentalnie się
wyprostował i wbił wzrok w nadchodzącą brunetkę. Śmiała się i
gawędziła ze swoimi przyjaciółkami. Stanęła z nimi przy
metalowych szafkach, wciąż rozmawiając. Patrzył jak odgarnia
włosy na plecy i wyciąga książki z szafki. Nie przewidział
jednego: że dziewczyna zauważy, że się na nią gapi. Elena
obróciła głowę i natknęła się na badawcze spojrzenie nowego
chłopaka. Nawet z tej odległości mogła zauważyć, że jego oczy
miały barwę koloru czystej zieleni. Uśmiechnęła się do niego i
pomachała dłonią, po czym zerwała kontakt wzrokowy i wróciła do
rozmowy z przyjaciółkami.
-To do zobaczenia, Eleno. Muszę iść
na chemię. - Caroline zrobiła minę i odeszła w kierunku jednej z
sali. Dziewczyny odprowadziły ją wzrokiem i same ruszyły do klasy
biologicznej. Dołączył do nich Matt i razem weszli do sali. Elena
przystanęła. Wszyscy pozajmowali miejsca, poza nią. Bonnie usiadła
z Mattem, reszta również miała swoją parę. Tylko nowy chłopak
siedział sam przy oknie. Przełknęła głośno ślinę i podeszła
na ugiętych nogach do ławki. Nie wiedząc czemu poczuła, że się
bardzo denerwuje. Nigdy się tak nie spięła, nawet na najgorszym
sprawdzianie z geometrii. Usiadła tuż obok niego i pozornie wesołym
tonem zagadała do niego:
-Cześć, jestem Elena. A więc to ty
jesteś tym nowym, którym się zachwyca Caroline. - chłopak
spojrzał na nią i również się uśmiechnął. Serce dziewczyny
mocniej zabiło. Chłopak dziwnie na nią oddziaływał. Ciągnęło
ją do niego jak magnes. Poza tym brunetka wyczuła wokół niego
aurę tajemniczości.
-To już mną zaczynają się
zachwycać dziewczyny? - Stefan zareagował na to śmiechem, do
którego zaraz dołączyła Elena. Czuł, że to nie będzie
przelotna znajomość. Dziewczyna do złudzenia przypominała
Katherine, ale nią nie była. Była drastycznie różna. Pełna
światła, życia, energii. Te świetliki w jej czekoladowych oczach
sprawiały, że chciał na nią patrzeć i patrzeć bez końca.
-No wiesz, jest na co popatrzeć. -
Elena nawinęła na palec kosmyk włosów i zaczęła sobie go
owijać. No, brawo, Eleno flirtujesz z ledwo poznanym facetem.
Chłopak w odpowiedzi jedynie się uśmiechnął, co sprawiło, że
serce dziewczyny omal nie wypadło jej z piersi. Nie mogli jednak
pogadać, bo zaczęła się lekcja biologii. Nauczyciel zaczął im
tłumaczyć w jaki sposób będzie ich oceniał. Brunetka nie miała
ochoty na słuchanie tego po raz szósty, więc szybko się
wyłączyła. Co chwila zerkała w stronę tajemniczego chłopaka,
który tak nagle wkroczył w jej uporządkowany świat. Przygryzła
wargę. A co by było gdyby...Walnęła się dłonią w czoło
(oczywiście w myślach).
-"Przecież tak naprawdę go nie
znasz, nie powinnaś się zadawać z nieznajomymi. A co jeśli zrobi
Ci krzywdę?" - ponownie na niego spojrzała. Nie sprawiał
wrażenia jakby miał kogoś zaraz zaatakować. Szczupła twarz z
wyraźnie zarysowanym podbródkiem, do tego pełne usta, które
prosiły się, aby je pocałować. Chłopak sprawiał wrażenie
miłego i uczynnego.
-"Może powinnam się z nim
zaprzyjaźnić?" - Elena uśmiechnęła się do siebie i tak
upłynęła jej lekcja biologii. Po skończonych zajęciach wyszła
ze szkoły. Uniosła głowę w stronę Słońca i na jej ustach
ponownie wypłynął uśmiech. Nigdy wcześniej nie czuła się tak
lekko jak dziś.
-Elena, to widzimy się dziś u
Ciebie? - u jej boku pojawiła się Bonnie. Brunetka kiwnęła
potwierdzająco głową.
-A gdzie jest Caroline? - Gilbertówna
zmarszczyła brwi i zaczęła się rozglądać za znajomymi blond
lokami. Mulatka poruszyła brwiami znacząco.
-Odkąd zobaczyła tego chłopaka, to
nie może przestać o nim myśleć i poszła się czegoś o nim
dowiedzieć. - odparła znacząco Bennettówna i wywróciła oczami.
No tak, Caroline włączyła tryb wścibskości i nic jej teraz nie
powstrzyma przed uzyskaniem cennych informacji. Gdy tak rozmawiały,
tuż obok nich przeszedł nowy chłopak, który obrócił głowę,
aby spojrzeć na Elenę. Ta również na niego popatrzyła i poczuła
jak jej policzki robią się gorące. Wytrzymała jednak jego
spojrzenie. Zszedł po schodach i skierował się do swojego
samochodu.
-Dziewczyny! Mam gorące wieści! -
Caroline pojawiła się u ich boku. Aż lśniła od wewnętrznej
radości i podekscytowania.
-Jakie? - Elena przybrała jak
najbardziej obojętny wyraz twarz, choć wewnątrz aż ściskało ją
z ciekawości.
-Nazywa się Stefan Salvatore. Mieszka
ze swoim wujem w starej rezydencji Salvatore'ów. On nie mieszkał tu
odkąd był małym dzieckiem. Była to wojskowa rodzina, więc
przeprowadzali się dość często. Jego znak zodiaku to Bliźnięta
i jego ulubiony kolor to niebieski. - Caroline wypaliła to jednym
wydechu i popatrzyła z dumą na oniemiałe przyjaciółki.
-I ty się tego dowiedziałaś w ciągu
tego dnia? - Bonnie nie chciało się wierzyć w to, co powiedziała
przed chwilą blondynka. Dziewczyna wywróciła oczami z irytacją.
Czasami jej koleżanki był tak niedomyślne.
-Proszę Cię. Jestem Caroline Forbes,
ja wszystko wiem. Każdą plotkę. A teraz wybaczcie, ale muszę już
iść. - ucałowała je w policzki i zeszła lekkim krokiem po
schodach i udała się w kierunku parkingu.
-Ja nie jestem zaskoczona. - Elena
wygięła usta w parodii uśmiechu. -Do zobaczenia. Zobaczymy się u
mnie. Jenna się na pewno ucieszy widząc was. - brunetka cmoknęła
Mulatkę w policzek i raźnym krokiem przeszła przez parking,
ignorując niegrzeczne nawoływania Tylera Lockwooda i jego kolegów
z drużyny futballowej. Obrała sobie za cel jeszcze jedno miejsce.
Cmentarz.
świetny!! ;3
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie --> http://wholeworldsmileswithu.blogspot.com/