wtorek, 17 marca 2015

1x01 - Pilot.

"Wciąż kocham Cię jak Irlandię. A Ty się temu nie dziwisz, Wiesz dobrze, co byłoby dalej,
Jak byśmy byli szczęśliwi, Gdybym nie kochał Cię wcale. "
                • Kobranocka, "Kocham Cię Jak Irlandię"


Cztery miesiące później....
Drogi pamiętniczku,
Dzisiejszy dzień będzie inny. Musi być. Będę się uśmiechać i będzie to wyglądać wiarygodnie. Uśmiechając się, odpowiem: 'Dziękuję, czuję się znacznie lepiej.' Już nie będę tą samą dziewczyną, która właśnie straciła swoich rodziców. Zacznę od początku. Będę kimś nowym. To jest jedyne wyjście, abym przeszła przez to wszystko.

Długopis zawisł nad notatnikiem jakby zastanawiając się co dalej napisać. W końcu został odłożony na bok, a pamiętnik zamknięty na kluczyk. Brunetka odłożyła go pod materac, gdzie od zawsze spoczywał. Przeczesała palcami swoje długie, proste, ciemnobrązowe włosy i rozejrzała się po swoim pokoju. Nic tu się nie zmieniło. Może zdjęcia rodziców zniknęły z szafki nocnej oraz z komody. To na razie był zbyt drażliwy i bolesny temat dla Eleny. Pozostałe rzeczy leżały na swoim miejscu. Zdjęcia przyjaciół powtykane w ramy lustra wiszącego nad komodą i odbijającego jej wizerunek. Wystające ramiączka staników i gumek majtek z górnej szuflady szafki. Uchylone drzwi szafy ukazujące co jest we wnętrzu. Idealnie pościelone łóżko. Równo ułożone książki na półce. Leżący miś na łóżku. Dziewczyna podparła się pod boki i zamyśliła się. Czuła, że czegoś w jej życiu brakuje. Odkąd jej rodzice nie żyli, jej codzienne życie przypominało jednolitą, szarą plamę bez barw, codziennie zadręczała się tym 'co by było, gdyby'. Czasu jednak nie mogła cofnąć. Stało się. Do tej pory żyła z przekonaniem, że każdy dzień od czasu wypadku na moście Wickery jest próbą przetrwania. Może rzeczywiście tak było? Podeszła do lustra i spojrzała w nie. Zobaczyła dość ładną dziewczynę z długimi, brązowymi włosami, czekoladowymi oczami, które stały się matowe, nie miały tego blasku co kiedyś, z bladą cerą i cieniami pod oczami. Zdecydowanie wychudła.
-"Boże, dziewczyno, co ze sobą zrobiłaś?" - ta myślą nią wstrząsnęła. Pokręciła głową zrezygnowana i wzięła torbę do ręki. Czas do szkoły. Zeszła po schodach i zobaczyła, że jej ciotka, Jenna już się krząta po kuchni. Jeremy się jeszcze nie pojawił.
-Gdzie Jer? - spytała, siadając na jednym z krzeseł dookoła drewnianego stołu. Kobieta położyła talerz przed nią.
-Pewnie jeszcze śpi. Pójdę go obudzić. - po tych słowach zniknęła na schodach. Nastolatka wzięła tosta do ręki i uważnie się mu przyjrzała. Niby zwyczajny, z dżemem truskawkowym, takim jaki lubiła. Miała nadzieję, że znów nie będzie smakował jak ziemia. Ugryzła go. Mmm, dobry. Odzyskała zmysł smakowania, dobry znak. Spałaszowała całego tosta i popiła go pomarańczowym sokiem. Już wstawała, gdy do kuchni weszła Jenna i zaspany Jeremy. Jego długie, brązowe włosy wpadały mu do oczy, przez co wyglądał zawadiacko, ale to tylko pozory. Jej przyszywany brat był po prostu zagubionym nastolatkiem w tym okrutnym świecie. Z ponurą miną przyczłapał do stołu i usiadł, po czym zaczął leniwie przeżuwać pokarm.
-Jeremy, pospiesz się! Nie możesz się spóźnić do szkoły! - zawołała Jenna, która w pośpiechu szykowała się do wyjścia. Elena zerknęła na nią ukradkiem. Jenna Sommers była jedyną rodziną dla niej i Jeremiego. Jako najbliższa im osoba, zrezygnowała z pisania dla największych gazet w Nowym Jorku i przeniosła się do Mystic Falls. Dziewczyna czasami myślała, czy aby na pewno nie żałowała swojej decyzji, ale ciotka przekonywała ją, że tak nie jest. Przygryzła wargę. Nie musiała przecież tego robić.
-Coś się stało, Eleno? Mam coś na twarzy? - Jenna zauważyła smutne spojrzenie siostrzenicy i podeszła do niej. Brunetka pokręciła głową przecząco. Uśmiechnęła się, lecz uśmiech nie objął jej oczu.
-Nic, nic. Poprostu cieszę się, że jesteś. - odpowiedziała szczerze i przytuliła się do ciotki. Ta, z zaskoczenia początkowo nie zareagowała, lecz chwilę później odwzajemniła gest dziewczyny. Ten miły gest zaskoczył ją. Od kiedy się pojawiła w tym domu, Elena była niczym cień. Nic ją nie cieszyło, wracała ze szkoły i zamykała się w swoim pokoju, nie chcąc nigdzie wyjść ze swoimi przyjaciółmi. Gorzej było z Jeremym, który przeżył to wyjątkowo ciężko. Kobieta martwiła się o niego, bo coraz częściej wracał nad ranem i to nie w stanie ogólnie pojętej trzeźwości. Również się zamykał w pokoju i nie wiadomo co tam robił, bo nikogo tam nie wpuszczał. Nawet Eleny, z którą był w bliskich stosunkach. Odsunęły się od siebie.
-Eleno, idź do samochodu, ja zaraz przyjdę. - zwróciła się do siostrzenicy, nie zauważając jak dziewczyna blednieje. Od wypadku panicznie unikała przemieszczania się samochodem. Na samą myśl, że miała zaraz wsiąść do tego mechanicznego pojazdu, nogi jej drżały, a zimny pot spływał wzdłuż jej pleców. Zacisnęła dłonie na ramieniu torby i wyszła pospiesznie z domu.
-"Co ma być to będzie."- pomyślała i wsiadła do samochodu Jenny. Zapięła pas i w napięciu czekała, aż jej ciotka wraz z Jeremym się pojawią. Siedziała napięta jak struna, a paznokcie jej dłoni wbijały się w miękkie siedzenie. Przypomniała sobie ten feralny wieczór, gdy przyjechali po nią rodzice. Pokłócili się o to, że bez ich zgody udała się na imprezę do Tylera i upiła do nieprzytomności.
-To wszystko moja wina...-wyszeptała do siebie i ukryła twarz w dłoniach. Wszystko do niej wróciło z całą mocą.
-Elena? - dziewczyna drgnęła wystraszona i spojrzała w bok. To była tylko jej ciotka.
-Nie usłyszałam jak wsiadłaś. - mruknęła do siebie. Nerwowym ruchem poprawiła torbę na swoich kolanach. Musiała jakoś odciągnąć myśli od tego koszmaru, co prześladował ją od prawie miesiąca.
-Nic dziwnego. Jak wsiadłam to zastałam Cię skuloną z twarzą ukrytą w dłoniach. Elena, wiem, że podróż samochodem to dla Ciebie udręka, ale to tylko 200 metrów. Nic nam się nie stanie. - zapewniła ją ciepło ciotka, klepiąc ją delikatnie po ramieniu. Ta jedynie kiwnęła głową i wyjrzała przez okno. -Jer, trzymasz się? - Jenna zwróciła się tym razem do młodego Gilberta, który jak to on był w złym humorze. Nie miał ochoty na pójście do szkoły.
-Yhym. - burknął i wbił się w kąt siedzenia, zamykając oczy. Sommersówna uruchomiła silnik i wyjechała z podjazdu. Dziewczyna czując, że się przemieszcza, zamknęła oczy i jeszcze bardziej wbiła paznokcie w siedzenie. Jechali wolno, chociaż ulica była pusta. Słońce miło przygrzewało, a lekki wiaterek smagał gałęzie drzew. Minęli dom przyjaciółki Eleny, Caroline i szeryf Forbes.
-Elena, nie denerwuj się tak, jesteśmy już prawie na miejscu. - kobieta poklepała ją po dłoni i zerknęła na nią. Nastolatka siedziała jak struna i miała zaciśnięte powieki. Młoda kobieta doskonale ją rozumiała. Była przecież nawet z nią u psychologa, który stwierdził, że Elena cierpi na traumę pourazową i musi minąć trochę czasu, aż wróci wszystko do normy. No prawie wszystko. Po kilku minutach jazdy w ciszy, dotarli przed szkołę. Jeremy natychmiast wysiadł, jakby chciał powiedzieć, że nie lubi z nimi przebywać. Trzasnął drzwiczkami i szybkim krokiem wszedł do szkoły. Jenna tego nie skomentowała.
-Eleno, zaczekaj. - chwyciła dziewczynę za nadgarstek i spojrzała jej w oczy. -To co się stało to nie Twoja wina. Nie zadręczaj się tym. Twoi rodzice tego by nie chcieli. - po tych słowach ucałowały się i nastolatka wysiadła z samochodu. Wzięła głęboki wdech i wypuściła powietrze z płuc. To miał być pierwszy dzień jej przemiany. Wewnętrznej, oczywiście. Z daleka zauważyła, że jej przyjaciółki stoją przy murku prowadzącym do szkoły i o czymś gorąco dyskutują. A właściwie to Caroline była czymś podekscytowana. Machała rękoma na wszystkie strony, a Bonnie jej słuchała, co jakiś czas kiwając głową, że się zgadza. Dzisiaj blondynka miała na sobie różową bluzeczkę i białą spódniczkę, do tego białe koturny. Mulatka, jak to ona, założyła sukienkę w odcieniu morskiej zieleni i brązowe sandały podkreślające jej czekoladową skórę. Włosy pozostawiła pofalowane i rozpuszczone. Elena poczuła ciepło w okolicach serca. Jak dobrze widzieć swoje przyjaciółki. Pewnym krokiem ruszyła przez parking kierując się w stronę dziewczyn. Co jakiś czas słyszała rzucane w jej stronę zwykłe 'Cześć' lub 'Dobrze Cię widzieć, Elena.' Brunetka kiwała głową w stronę pozdrawiających ją ludzi. Dobrze było mieć wysoką pozycję w szkole.
-Elena! - dziewczyna nawet nie zdążyła zareagować, a już znalazła się w ramionach Caroline. Ta mocno ją wyściskała, po czym odchyliła się i spojrzała uważnie na brunetkę. -Wszystko okej? -
-Jak najbardziej. Zamierzam przestać się nad sobą użalać. Ładny dzień. - Elena podniosła głowę i zmrużyła oczy. Słońce przyjemnie grzało. Aż chciało się iść poopalać. Caroline klasnęła w dłonie.
-Elena, nie uwierzysz co się stało! Do naszej szkoły będzie chodził nowy chłopak! - na te słowa, blondynka zaczęła piszczeć jak opętana. Brunetka spojrzała pytająco na stojącą obok Bonnie. Ta wywróciła oczami do góry i pokręciła głową zrezygnowana.
-A skąd wiesz? - spytała się jej Elena, gdy już wchodziły do szkoły, aby zdążyć odebrać ich plany lekcji i pójść na pierwszą lekcję.
-Moja mama dowiedziała się tego od mamy Tylera, która jest przyjaciółką dyrektorki naszej szkoły. - wyjaśniła Caroline i popchnęła drzwi. Po wejściu natychmiast skierowały się w stronę sekretariatu po plany. Caroline, która szła jako pierwsza otworzyła drzwi i stanęła dęba.
-Caroline...nie wygłupiaj się i wchodź. Zaraz będzie dzwonek. - Gilbertówna wpadła na przyjaciółkę i nieco poddenerwowana uszczypła ją w bok. Ta nawet nie zareagowała.
-Zaraz, kto to? - odezwała się Bonnie i wyszła przed Elenę, aby zobaczyć, jako, że z tego towarzystwa była najmniejsza.
-Wszystko co widzę, to czyjś tył. - brunetka zmarszczyła brwi i wpatrzyła się w stojącego przy kontuarze chłopaka, a raczej w jego plecy. Miał ciemnoblond włosy, dżinsową kurtkę i obcisłe dżinsy, które podkreślały jego nogi. Po chwili zaobserwowały coś dziwnego: chłopak zdjął okulary, a sekretarka natychmiast zaczęła się z nim zgadzać.
-Pani Collins dziwnie się zachowuje. - skomentowała Bonnie, marszcząc brwi. Coś jej podpowiadało, że ten chłopak sprowadzi same nieszczęścia na Mystic Falls. W tym samym momencie chłopak się obrócił. Niestety, znowu włożył okulary. Caroline cicho westchnęła, czym zwróciła uwagę nieznajomego. Ten stanął w miejscu i spojrzał na nie. Przynajmniej tak się blondynce zdawało. Jednak chłopak utkwił spojrzenie w stojącej za nią Elenie. Trwało to dosłownie sekudnę, po czym minął je i zniknął na korytarzu pełnym uczniów. Przyjaciółki popatrzyły po sobie i jednocześnie wzruszyły ramionami. Podeszły do kontuaru i przywitały się z sekretarką.

Stefan zatrzymał się dopiero przy klasie numer 115, w której miał mieć biologię. Ściągnął okulary i oparł się o ścianę. Sprawiał wrażenie znudzonego światem nastolatka, lecz to były tylko pozory. Przeczesał palcami swoje krótkie włosy i rozejrzał się po korytarzu. Było głośno i gwarnie. Dziewczyny wymieniały się najnowszymi plotkami, chłopacy śmiali się i przepychali. Normalność. To coś, o czym marzył od dłuższego czasu. Bycie wampirem niosło za sobą wiele nieprzyjemności. A teraz mógł wtopić się w uczniowską społeczność i po raz kolejny poczuć tą szkolną atmosferę, która pozwalała mu na chwilowe zapomnienie o tym kim był, czym się stał. Włożył dłonie w kieszenie i czekał na rozpoczęcie pierwszej lekcji. I ponownie ją zobaczył. Momentalnie się wyprostował i wbił wzrok w nadchodzącą brunetkę. Śmiała się i gawędziła ze swoimi przyjaciółkami. Stanęła z nimi przy metalowych szafkach, wciąż rozmawiając. Patrzył jak odgarnia włosy na plecy i wyciąga książki z szafki. Nie przewidział jednego: że dziewczyna zauważy, że się na nią gapi. Elena obróciła głowę i natknęła się na badawcze spojrzenie nowego chłopaka. Nawet z tej odległości mogła zauważyć, że jego oczy miały barwę koloru czystej zieleni. Uśmiechnęła się do niego i pomachała dłonią, po czym zerwała kontakt wzrokowy i wróciła do rozmowy z przyjaciółkami.
-To do zobaczenia, Eleno. Muszę iść na chemię. - Caroline zrobiła minę i odeszła w kierunku jednej z sali. Dziewczyny odprowadziły ją wzrokiem i same ruszyły do klasy biologicznej. Dołączył do nich Matt i razem weszli do sali. Elena przystanęła. Wszyscy pozajmowali miejsca, poza nią. Bonnie usiadła z Mattem, reszta również miała swoją parę. Tylko nowy chłopak siedział sam przy oknie. Przełknęła głośno ślinę i podeszła na ugiętych nogach do ławki. Nie wiedząc czemu poczuła, że się bardzo denerwuje. Nigdy się tak nie spięła, nawet na najgorszym sprawdzianie z geometrii. Usiadła tuż obok niego i pozornie wesołym tonem zagadała do niego:
-Cześć, jestem Elena. A więc to ty jesteś tym nowym, którym się zachwyca Caroline. - chłopak spojrzał na nią i również się uśmiechnął. Serce dziewczyny mocniej zabiło. Chłopak dziwnie na nią oddziaływał. Ciągnęło ją do niego jak magnes. Poza tym brunetka wyczuła wokół niego aurę tajemniczości.
-To już mną zaczynają się zachwycać dziewczyny? - Stefan zareagował na to śmiechem, do którego zaraz dołączyła Elena. Czuł, że to nie będzie przelotna znajomość. Dziewczyna do złudzenia przypominała Katherine, ale nią nie była. Była drastycznie różna. Pełna światła, życia, energii. Te świetliki w jej czekoladowych oczach sprawiały, że chciał na nią patrzeć i patrzeć bez końca.
-No wiesz, jest na co popatrzeć. - Elena nawinęła na palec kosmyk włosów i zaczęła sobie go owijać. No, brawo, Eleno flirtujesz z ledwo poznanym facetem. Chłopak w odpowiedzi jedynie się uśmiechnął, co sprawiło, że serce dziewczyny omal nie wypadło jej z piersi. Nie mogli jednak pogadać, bo zaczęła się lekcja biologii. Nauczyciel zaczął im tłumaczyć w jaki sposób będzie ich oceniał. Brunetka nie miała ochoty na słuchanie tego po raz szósty, więc szybko się wyłączyła. Co chwila zerkała w stronę tajemniczego chłopaka, który tak nagle wkroczył w jej uporządkowany świat. Przygryzła wargę. A co by było gdyby...Walnęła się dłonią w czoło (oczywiście w myślach).
-"Przecież tak naprawdę go nie znasz, nie powinnaś się zadawać z nieznajomymi. A co jeśli zrobi Ci krzywdę?" - ponownie na niego spojrzała. Nie sprawiał wrażenia jakby miał kogoś zaraz zaatakować. Szczupła twarz z wyraźnie zarysowanym podbródkiem, do tego pełne usta, które prosiły się, aby je pocałować. Chłopak sprawiał wrażenie miłego i uczynnego.
-"Może powinnam się z nim zaprzyjaźnić?" - Elena uśmiechnęła się do siebie i tak upłynęła jej lekcja biologii. Po skończonych zajęciach wyszła ze szkoły. Uniosła głowę w stronę Słońca i na jej ustach ponownie wypłynął uśmiech. Nigdy wcześniej nie czuła się tak lekko jak dziś.
-Elena, to widzimy się dziś u Ciebie? - u jej boku pojawiła się Bonnie. Brunetka kiwnęła potwierdzająco głową.
-A gdzie jest Caroline? - Gilbertówna zmarszczyła brwi i zaczęła się rozglądać za znajomymi blond lokami. Mulatka poruszyła brwiami znacząco.
-Odkąd zobaczyła tego chłopaka, to nie może przestać o nim myśleć i poszła się czegoś o nim dowiedzieć. - odparła znacząco Bennettówna i wywróciła oczami. No tak, Caroline włączyła tryb wścibskości i nic jej teraz nie powstrzyma przed uzyskaniem cennych informacji. Gdy tak rozmawiały, tuż obok nich przeszedł nowy chłopak, który obrócił głowę, aby spojrzeć na Elenę. Ta również na niego popatrzyła i poczuła jak jej policzki robią się gorące. Wytrzymała jednak jego spojrzenie. Zszedł po schodach i skierował się do swojego samochodu.
-Dziewczyny! Mam gorące wieści! - Caroline pojawiła się u ich boku. Aż lśniła od wewnętrznej radości i podekscytowania.
-Jakie? - Elena przybrała jak najbardziej obojętny wyraz twarz, choć wewnątrz aż ściskało ją z ciekawości.
-Nazywa się Stefan Salvatore. Mieszka ze swoim wujem w starej rezydencji Salvatore'ów. On nie mieszkał tu odkąd był małym dzieckiem. Była to wojskowa rodzina, więc przeprowadzali się dość często. Jego znak zodiaku to Bliźnięta i jego ulubiony kolor to niebieski. - Caroline wypaliła to jednym wydechu i popatrzyła z dumą na oniemiałe przyjaciółki.
-I ty się tego dowiedziałaś w ciągu tego dnia? - Bonnie nie chciało się wierzyć w to, co powiedziała przed chwilą blondynka. Dziewczyna wywróciła oczami z irytacją. Czasami jej koleżanki był tak niedomyślne.
-Proszę Cię. Jestem Caroline Forbes, ja wszystko wiem. Każdą plotkę. A teraz wybaczcie, ale muszę już iść. - ucałowała je w policzki i zeszła lekkim krokiem po schodach i udała się w kierunku parkingu.
-Ja nie jestem zaskoczona. - Elena wygięła usta w parodii uśmiechu. -Do zobaczenia. Zobaczymy się u mnie. Jenna się na pewno ucieszy widząc was. - brunetka cmoknęła Mulatkę w policzek i raźnym krokiem przeszła przez parking, ignorując niegrzeczne nawoływania Tylera Lockwooda i jego kolegów z drużyny futballowej. Obrała sobie za cel jeszcze jedno miejsce.
Cmentarz.

1 komentarz:

  1. świetny!! ;3
    zapraszam do mnie --> http://wholeworldsmileswithu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń